Wyszukaj w publikacjach

Na początku grudnia Minister Zdrowia Adam Niedzielski mówił, że rządzący myślą o premiowaniu lekarzy zatrudnionych w jednym publicznym miejscu pracy. Zapytaliśmy, co środowisko sądzi na ten temat. Dziś wypowiadają się dla nas: dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia i dr n. med. Krzysztof Kordel, specjalista w dziedzinie medycyny sądowej i patomorfolog z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.
Przypomnijmy, że o pogoni lekarzy za pieniędzmi mówił Jarosław Kaczyński podczas wystąpienia w Nowej Soli.
Pogoń za pieniądzem w tym środowisku (lekarzy - red.) jest przesadna i trzeba coś z tym zrobić. Są lekarze, którzy zarabiają całkiem przeciętnie, ale jest i tak, że niektórzy zarabiają bardzo, bardzo dużo. Nie miałbym z tego powodu pretensji, gdyby służba zdrowia działała tak, jak powinna działać
– podkreślał szef PiS.
Do słów Jarosława Kaczyńskiego odniósł się szef resortu zdrowia.
Z prezesem myślimy, żeby wykonać takich ruch, który będzie promował zatrudnienie w jednym miejscu, tak żeby nie było wielozatrudnienia, które odbija się na jakości wykonywanych świadczeń
– mówił Niedzielski w Polsat News.
Zapytaliśmy resort zdrowia o te plany, ale nie otrzymaliśmy komentarza. O tym, czy taki system sprawdziłby się w Polsce i jakie warunki należałoby zaproponować medykom, mówią nasi eksperci. W kolejnych dniach na portalu pojawią się następne wypowiedzi.

Pomysł Ministra Zdrowia ma szansę wejść w życie, jeśli rząd zadecyduje o wprowadzeniu mechanizmów, których celem miałoby być zachęcanie lekarzy do wybierania tej opcji. Takie rozwiązanie zastosowano już w czasie pandemii. Co wcale nie musi oznaczać, że medycy będą masowo się decydować na pracę w jednym miejscu.
Decyzja warunkowana jest jak zawsze subiektywnymi preferencjami, na które mają wpływ: wiek, płeć, status społeczno-ekonomiczny, struktura potrzeb itd. Warto też podkreślić, że to rozwiązanie nie będzie korzystne dla każdego lekarza. W niektórych specjalizacjach nie jest możliwe, by lekarz w jednym miejscu pracy uzyskał satysfakcjonujące go wynagrodzenie, np. genetyk czy lekarz medycyny tropikalnej. Wynika to z zapotrzebowania na świadczenia na danym terenie oraz rynkowej wyceny pracy danego specjalisty, a różnice stawek pomiędzy specjalistami w Polsce są bardzo duże. Ale wypracowanie dobrych, przemyślanych rozwiązań może przyczynić się do tego, że w perspektywie kilku lat większość lekarzy, tak jak ma to miejsce w innych krajach, będzie pracować w takim modelu.
Nie ma bowiem wątpliwości, że bez względu na branżę większość z nas preferuje pracę dla jednego pracodawcy. Samorząd lekarski od lat apeluje, aby ucywilizować pracę personelu medycznego, by zerwać z praktyką pracy w 3-4 miejscach, co wiąże się przecież z ogromnym obciążeniem, stresem, problemami organizacji czasu pracy i skupienia się na wsparciu rozwoju swojej macierzystej organizacji. Pomysł jest realny, ale nie gwarantuje, że zjawisko jeden lekarz- jeden etat z dnia na dzień zagości w polskim systemie. Tu chodzi nie tylko o podwyższenie wynagrodzeń dla medyków w jednym miejscu pracy, a rozwiązania systemowe idą w tym kierunku, ale też o zapewnienie im odpowiednich warunków pracy. Jestem zwolenniczką tego, aby państwo nie angażowało się w obszary, za które powinni odpowiadać menadżerowie podmiotów leczniczych. Zasady finansowania działalności medycznej powinny być tak zdefiniowane, by menadżerowie szpitali czy przychodni sami mieli możliwość stworzenia takiej oferty pracy, zarówno w wymiarze finansowym jak i pozafinansowym, by medycy chcieli pracować tylko i wyłącznie w tym miejscu, w pełnym wymiarze czasu. Takie szpitale i takie placówki w publicznej ochronie zdrowia już mamy. Ale to wciąż wyjątki i taka praktyka nie dotyczy całego personelu.
Dziś menedżerowie lecznic prowadzą bardzo ostrą walkę o pracowników i wygrywają nie tylko ci, którzy oferują wysokie wynagrodzenia, ale przede wszystkim ci, którzy proponują dobre warunki pracy, możliwości rozwoju zawodowego. Pracownikom zależy na tym, by zawodową część swojego życia spędzać w przyjaznym środowisku – to pokazują liczne badania. A tego nie gwarantują same pieniądze. Trudno określić, ile musiałby zarabiać lekarz, który zdecydowałby się na pracę w jednym miejscu, bo jest to uzależnione od wielu czynników, m.in. od jego doświadczenia, kompetencji, potrzeb. Dlatego wracam do mojej koncepcji, aby to dyrektorzy szpitali mieli przestrzeń i narzędzia, by tworzyć zespoły pracowników adekwatne do potrzeb danego szpitala i zaoferować godne i atrakcyjne rynkowo warunki. By menadżerowie mogli w takich warunkach funkcjonować, potrzebne są nowe modele finansowania świadczeń zdrowotnych w ochronie zdrowia, zorientowane na jakość i efektywność. My dziś powinniśmy dyskutować nie o dalszej interwencji państwa w system wynagradzania lekarzy, a projektować zmianę zasad finansowania placówek medycznych i zwiększenie udziału projakościowego parametrów wyceny świadczeń. Dziś płatnik nie daje menedżerom takich narzędzi.
Odrębnym wątkiem tej dyskusji jest zabezpieczenie kadr w szpitalach, szczególnie powiatowych. Tam pracodawcy też muszą zapewnić odpowiednią opiekę, stworzyć zespół. Największy problem niedoboru kadr zgłaszają szpitale powiatowe, szczególnie brakuje rezydentów. Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być włączenie szpitali powiatowych w system kształcenia specjalizacyjnego. To bardzo pozytywnie wpłynęłoby na kompetencje przyszłych lekarzy, pozwoliło im znacznie rozszerzyć swoją praktykę. Szczególnie dziś, gdy chcemy budować system sieciowej organizacji opieki zdrowotnej, jak np. KSO, świadomość i doświadczenie tego, jakie zadania i funkcje odgrywają poszczególne poziomy szpitalnictwa w ścieżce pacjenta, są bardzo cenne. W tej całej dyskusji ważny jest więc nie tylko wątek samego wynagrodzenia lekarzy na jednym etacie, ale też kompleksowych rozwiązań systemowych odnoszących się do zasad finansowania opieki zdrowotnej, zasad kształcenia, zasad rozwoju kadr w toku ich pracy zawodowej itp.
System 1 lekarz-1 etat jest często krytykowany z racji ryzyka pogorszenia dostępności do usług zdrowotnych. Ale nie do końca tak musi być. Mamy dziś wiele rozproszonych podmiotów ochrony zdrowia, takich które działają w mikroskali i jednoetatowość generuje w pewnej perspektywie zmniejszenie ich liczby, zjawisko koncentracji bardzo rozdrobnionego rynku, które nie musi wiązać się z zagrożeniem bezpieczeństwa zdrowotnego, ponieważ ci sami lekarze, którzy dziś pracowali np. w 900 szpitalach, pracowaliby w 600. Czy byłyby one niezdolne do zabezpieczenia potrzeb medycznych? Jestem przekonana, że byłoby dokładnie odwrotnie. Większa skala działalności szpitala pozwala na zaoferowanie bardziej kompleksowej opieki, lepiej skoordynowanej, wyższej jakości co wyniki z większego doświadczenia kadry opiekującej się większą liczbą pacjentów. Nie bez znaczenia jest lepsze wykorzystanie zasobów szpitala, który pracowałby nie tak to się często zdarza do 14:00, a przyjmowałby pacjentów w poradniach nawet do 18:00.
Zarówno badania naukowe, jak i praktyka organizacji opieki szpitalnej w innych systemach pokazuje, że koncentracja podmiotów sprzyja poprawie warunków pracy, rozwojowi zarówno kadr i organizacji, jest też pozytywnie oceniana przez pacjentów, szczególnie wtedy, gdy widzą, że otrzymują kompleksowe leczenie. Tworząc system nakierowany na jednoetatowość, należy dokładnie przemyśleć narzędzia i tempo i zakres ich stosowania. Niemniej należy dążyć do takiego modelu, bo bilans zysków znacząco przewyższa straty, a przekłada się przede wszystkim na komfort pracy lekarza, a to gwarantuje komfort i bezpieczeństwo pacjentów. Ale to nie może być rewolucyjne rozwiązanie.

Generalnie jestem za takim rozwiązaniem, ale pod warunkiem, że Ministerstwo Zdrowia wskaże, jakie placówki zlikwiduje, bo wdrażając model jednoetatowości nie da się obsadzić wszystkich. Jeśli chodzi o pensje na jednym etacie, to według mnie, minimalna kwota powinna oscylować w wysokości 3 średnich pensji dla specjalisty. Ciekaw jestem natomiast, jak na takie wynagrodzenia dla lekarzy zareagują rektorzy uczelni medycznych. Płace lekarzy na uczelniach nijak nie przystają do zarobków innych lekarzy.