Wyszukaj w publikacjach

Pamiętacie nasz artykuł dotyczący książek o tematyce medycznej? Dziś z kolei zajmiemy się przeglądem najciekawszych filmów przedstawiających szpitalne oddziały psychiatryczne i problemy, których odzwierciedleniem były historie bohaterów.
“Lot nad kukułczym gniazdem” - prawdziwy obraz szpitala psychiatrycznego
Zaczynamy od klasyki - filmu z 1975 roku, który do dziś przoduje w wielu rankingach, zdobył 5 Oscarów i wiele innych nagród. Mowa oczywiście o ekranizacji powieści “Lot nad kukułczym gniazdem” - wybitnym dramacie psychologicznym. Obraz w reżyserii Milosa Formana, którego akcja rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym, stanowi metaforę ludzkiego świata. W tym zamkniętym środowisku ukazane są podstawowe problemy społeczności: współzależność członków grupy, bezwładność właściwa zbiorowościom, potrzeba uczestnictwa we wspólnych działaniach i wynikające z tego złożone sytuacje, w których lojalność i wierność zostają wystawione na próbę, a wreszcie potrzeba przywódcy, który gromadzi w sobie i odzwierciedla wszystkie dobre i złe cechy tkwiące w zbiorowości. Bohater, wprawdzie skierowany do zakładu psychiatrycznego, nie wydaje się jednak prezentować objawów zaburzeń psychicznych Poprzez kreację tej postaci reżyser formułuje pytanie o granice między normalnością a obłąkaniem. Z przerażeniem uświadamiamy sobie, jak są one kruche. Dlaczego? Chociażby patrząc na drobnego złodziejaszka i awanturnika Randle Patricka McMurphy’ego, skazanego za liczne przestępstwa, w tym także gwałt, który pragnąc uniknąć odbywania wyroku w obozie pracy, symuluje obłęd. Zostaje on wysłany na obserwację do szpitala psychiatrycznego, gdzie trafia na oddział kierowany twardą ręką przez siostrę Ratched. McMurphy od samego początku interesuje się innymi chorymi, ogłasza się rzecznikiem ich interesów. Mimo negatywnych opinii, podburza chorych do buntu przeciwko ostremu reżimowi narzuconemu przez wspomnianą pielęgniarkę i - ku zdziwieniu - początkowo odnosi sukcesy. Zdobywa zaufanie i buntuje przeciwko siostrze Ratched kilku najlżej chorych. Następnie organizuje nielegalną wycieczkę grupy chorych poza teren szpitala - wypływają oni statkiem na morze w towarzystwie przyjaciółki McMurphy'ego. Po powrocie McMurphy zostaje za karę wpisany na listę stałych pacjentów i jego wyjście ze szpitala zależy odtąd od decyzji lekarzy. Kolejny niepotrzebny krok, elektrowstrząsy, perypetie bohatera…. Stawką w tej "wojnie" pomiędzy nim, a siostrą Ratched, jest los każdego z pacjentów na oddziale.
“Panaceum” - czyli jak dobrze skonstruować intrygę
Kolejna produkcja, której naprawdę warto poświęcić wolny wieczór, to film “Panaceum” (Side effects). Ciekawy, zaskakujący i przewrotny obraz z wyróżniającą się obsadą aktorską - Catherine Zety-Jones, Jude’a Lawa, Rooney Mary. Poza otoczką kina moralnego niepokoju, ukazującego bolączki świata owładniętego przez freudowskie i jungowskie mity, jest to też wciągająca historia kryminalna, która absorbuje i zachwyci każdego uważnego i cierpliwego widza. Akcja, niczym z dzieł Hitchcocka, pozostanie w pamięci na długo po zakończeniu seansu. Reżyser Steven Soderbergh po raz kolejny w swoich produkcjach wraca do tematu używek, tym razem pokazuje problem z zupełnie innej strony. O ile „Traffic” był wnikliwym spojrzeniem na narkomanię, próby jej przeciwdziałania i kartele narkotykowe, to „Panaceum” skupia się na przemyśle farmakologicznym oraz jego związkami z psychoterapią. Soderbergh pokazuje, jak współczesny świat jest zdominowany przez psychoanalityczne mity oraz jak reklamy zachęcają nas do brania stosownych pigułek, manipulując nami i propagując kompletnie abstrakcyjny ideał człowieka. Reżyser stosuje dość ciekawy zabieg - najpierw przekonuje widza, że tylko szaleńcy i psychopaci potrafią poradzić sobie w otaczającej rzeczywistości, by potem zawiązać iście kryminalną intrygę z nieoczekiwanym zakończeniem. Oprócz głównego wątku “Panaceum” pokazuje od środka czasy kryzysu. Każdy z bohaterów zmaga się z zaciskaniem pasa, przez co traci kontakt z bliskimi, przestaje dbać o siebie. Zjawiska te prowadzą do zachowań z pogranicza depresji, a jej główną twarzą w filmie jest Emily Taylor (Ronney Mara), której życie pogarsza się w momencie aresztowania męża za oszustwa finansowe. Kiedy jej ukochany wraca z więzienia, wciąż dręczy ją niepokój i przygnębienie, nasilające się z dnia na dzień. Depresja zaczyna zagrażać życiu Emily. Spotyka wtedy na swojej drodze dr Jonathana Banksa (Jude Law), który po zapoznaniu się z problemem, przekonuje ją do psychoterapii. Psycholog z każdą kolejną wizytą przepisuje jej coraz to nowe leki, mające poprawić jej samopoczucie. Gdy rutynowe środki nie pomagają, Banks podaje Emily nowy, innowacyjny preparat. W jednej chwili życie Taylor i jej męża zmienia się nie do poznania – pojawia się radość, beztroskość. Okazuje się jednak, że to jedynie cisza przed burzą, bowiem Emily zaczyna odczuwać efekty uboczne preparatu, które doprowadzą do ogromnej tragedii… Reżyser stara się w tym całym obrazie pokazać, że nie da się rozwiązać swoich problemów poprzez zażycie odpowiedniej pigułki. Nieważne, czy mamy na myśli brak poczucia własnej wartości, wywołanej brakiem miłości, czy zwykłą rozmową o pracę, kryzys finansowy. Niektórzy specjaliści zaś, zamiast przeanalizować i zrozumieć cierpienia i choroby swoich pacjentów, wymyślają coraz to bardziej pomysłowe terapie, za którymi stoją pokaźne kontrakty z firmami farmaceutycznymi. Tym samo toczy się błędne koło, w którym. „łatwe i piękne życie” raczej pogłębia zastane problemy, niż je redukuje. Gdyby Soderbergh skoncentrował się tylko na tej idei, film byłby klasycznym dramatem, szkalującym nieco w domyśle pracowników ochrony zdrowia. Sukcesem jest jednak to, że reżyser potrafił zręcznie wyważyć nastroje i zaskoczyć widza, zmieniając w ostatnim akcie filmu tonację i wydźwięk sytuacji. Fabuła przybiera atmosferę śledczego thrillera z dość złożoną, ale przemyślaną intrygą - dokonana roszada prowadzi do zakończenia, którego trudno było się spodziewać. Film jest naprawdę wart uwagi, a po ostatniej scenie każdy musi chyba wziąć z wrażenia głęboki wdech.
“Przerwana lekcja muzyki” - o szukaniu sekretów i niedowierzaniu umysłowi
Pozostając w klimacie sfery psychicznej człowieka, pochylimy się nad jeszcze jedną produkcją, którą śmiało można nazwać życiową rolą Angeliny Jolie. “Przerwana lekcja muzyki” to ekranizacja książki “Girl, Interruped” Susanny Kaysen, w której autorka opisała swój prawie 2-letni pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Film przeszedł do historii kinematografii. Obraz zmusza widza do wielu przemyśleń i nie da się wymazać go z pamięci. Opowieść zaczyna się dość zwyczajnie - Susanna, z początku wydająca się główną bohaterką, popija alkoholem cały słoik tabletek aspiryny. Po nieudanej próbie samobójczej 17-latka otrzymuje skierowanie od lekarza do pobliskiego szpitala psychiatrycznego, gdzie trafia na oddział. Tam Susanna spotyka Lisę, która bez wątpienia staje się dla niej źródłem wewnętrznej przemiany. Oprócz pokazania sylwetek osób z zaburzeniami osobowości, zasad panujących w ośrodkach leczniczych, reżyser na przykładzie głównych bohaterek pragnie zmusić widza do zastanowienia się nad cienką granicą między “normalnością” a chorobą psychiczną. Bowiem Susanna, przybywając do ośrodka, nie ma świadomości swojej choroby. To, co zrobiła, może nie do końca normalne, ale z perspektywy nie może jednak być uznane za “wariactwo”. Na oddziale zaś widzi nastolatki zachowujące się jak obłąkane - krzyczące, skaczące, śpiewające. Dopiero po poznaniu ich historii, zaznajomieniu się z nimi, dochodzi wraz z widzem do całkowicie odmiennych wniosków… Atmosfera filmu jest wprost niesamowita już od pierwszych minut projekcji. Doskonała muzyka kreująca klimat, fantastyczna gra aktorska powodują, że widz wciela się w jednego z bohaterów. I właśnie wtedy zaczyna się zastanawiać nad wieloma problemami ukazanymi w filmie. Czy wrażliwość to choroba? Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić z samych siebie, aby dostosować się do 'wymogów otoczenia'? Czy nie jest to zbyt wielka cena? Może właśnie dlatego pewne osoby wybierają dla siebie pozornie "mniejsze zło", czyli śmierć?
“Piękny umysł” - logika wszystkiego nie wytłumaczy
Wzruszająca historia życia i kariery Johna Nasha (Russel Crowe), wybitnego amerykańskiego matematyka. Pochodził z biednej rodziny, jednak dzięki swojemu geniuszowi i uporowi odniósł wiele sukcesów naukowych. Kiedy rozpoczął naukę na uniwersytecie, dręczyły go kłopoty z zaaklimatyzowaniem się w nowym środowisku. Nie może znaleźć wspólnego języka z bogatymi kolegami, którzy z jednej strony traktują go jak dziwaka, ale z drugiej widzą w nim realne zagrożenie. John ma tylko jedno pragnienie - za wszelką cenę chce odkryć coś oryginalnego, innowacyjnego. Coś, co będzie kojarzyć się przyszłym pokoleniom z jego nazwiskiem . I udaje mu się to marzenie spełnić - tworzy teorię z dziedziny matematyki konkurencji, która okazuje się przełomem we współczesnej ekonomii i za którą w 1994 roku otrzymał Nagrodę Nobla. Bohater zawsze był ekscentrykiem. Jednak w pewnym momencie to, co pierwotnie uważano jedynie za dziwactwa, okazało się schizofrenią paranoidalną. “Piękny umysł” to opowieść nie tylko o geniuszu, jego chorobie, ale przede wszystkim o człowieku, którego los wystawia na najcięższą próbę - zawsze racjonalny i potrzebujący dowodów Nash musi przedefiniować cały dotychczasowy światopogląd i nauczyć się poznawać, który wymiar rzeczywistości istnieje naprawdę, a który jest tylko wytworem jego dotkniętego chorobą umysłu. Odróżniać, które wspomnienie jest prawdziwe, a które jest tylko fantomem, wytworem jego wyobraźni. W fabułę wplata się również historia silnej miłości, która jest w stanie przetrwać największe tragedie. Miłości, która inspiruje i daje siłę do zmagania się z życiem. Nash, wspomagany przez kochająca żonę, przez kolejne 25 lat prowadzi ciężką walkę ze swoją chorobą, próbując powrócić do normalności. I odnosi sukces - geniusz ukazuje siłę swojego umysłu, przezwyciężając chorobę bez zażywania leków psychotropowych. Reżyser wie, jak utrzymać w napięciu widza - stopniowo odkrywa tajemniczy świat uczonego, pozwalając do niego wejść. Właśnie dlatego “Piękny umysł” jest tak wyjątkowym, powiedziałabym, przeżyciem.