28.05.2026 o 16:38
·

Bieszczady protestują w Warszawie przeciw likwidacji szpitala

100%

Mieszkańcy Bieszczadów, pracownicy ochrony zdrowia i lokalni społecznicy protestowali przed Sejmem w obronie Szpitala Specjalistycznego w Lesku, któremu grozi likwidacja. Do Warszawy przywieźli blisko 6 tys. podpisów pod apelem do premiera Donalda Tuska. Domagają się utrzymania szpitalnego oddziału ratunkowego oraz realnej pomocy dla placówki. 

Protest to kolejny etap narastającego od miesięcy konfliktu wokół sytuacji szpitala w Lesku. Szpital ma poważne problemy finansowe – zadłużenie sięga już niemal 130 milionów złotych i stale się zwiększa. Problemy finansowe odbijają się na funkcjonowaniu placówki – pracownicy otrzymują obecnie jedynie 75 proc. należnych wynagrodzeń, a szpital ma zaległości wobec personelu, kontrahentów oraz dostawców.

„Pieniądze idą za pacjentem” nie działa w Bieszczadach

Przedstawiciele społecznego komitetu ratowania szpitala przekonują, że obecny model finansowania ochrony zdrowia, w którym „pieniądze idą za pacjentem” nie uwzględnia specyfiki regionów peryferyjnych i słabo zaludnionych.

Zebraliśmy ponad 5600 podpisów pod apelem o traktowanie naszego szpitala w sposób szczególny. Szczególna jest specyfika naszego regionu oraz indywidualne potrzeby osób, które mieszkają z dala od dużych skupisk ludzi. Zebraliśmy podpisy z ogromną łatwością. 95 proc. mieszkańców podpisywało się pod apelem. Wszyscy jesteśmy zgodni, pomimo podziałów i różnic. Łączy nas troska o nas samych. Zjednoczeni w tej idei udaliśmy się do Warszawy 

– mówił podczas protestu Duszan Augustyn z Ruchu Społecznego w Obronie Szpitala w Lesku.

Jak podkreślali protestujący, zamknięcie szpitala to katastrofa dla całego regionu.

Słyszmy, że szpital może być zamknięty już niebawem, w lipcu lub sierpniu. A to oznacza, że nasze mieszkanie w Bieszczadach może wiązać się z zagrożeniem naszego bezpieczeństwa zdrowotnego. Szpital to też bezpieczeństwo ekonomiczne. Kto będzie chciał osiedlać się, zakładać działalność w miejscu, gdzie brakuje podstawowych usług publicznych. Ucierpi też turystyka, bo wyjazd w góry czy wypoczynek nad jeziorem będzie wiązał się z realnym ryzykiem, że pomoc medyczna nie dotrze na czas 

– mówił Duszan Augustyn.

Protestujący przywieźli ze sobą skrzynię wypełnioną podpisami, która ma trafić do kancelarii premiera.

Chcemy spotkać się z premierem, który składał obietnice w 2023 r. podczas kampanii wyborczej, że szpital w Bieszczadach to coś oczywistego, że bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców Bieszczadów powinno być traktowane na równi z potrzebami dużych aglomeracji. Powiedział wtedy, że nie wyobraża sobie jak wyglądałby nasz region bez ochrony zdrowia. W 2025 roku, mimo że dostaliśmy obietnice, że finansowanie takich jednostek jak nasza będzie zabezpieczone, to porodówka w Lesku została zamknięta, teraz grozi to całemu szpitalowi 

– mówił Augustyn.

Zofia Bosak, wiceprzewodnicząca związków zawodowych pielęgniarek i położnych w szpitalu w Lesku powiedziała, że szpital w Lesku jest na kraju przepaści.

Od kilku miesięcy nie dostajemy pełnych wypłat. Od kilku lat kredytujemy ten szpital oddając różne dodatki. Przez długi czas byliśmy cicho, ponieważ zależało nam na szpitalu, na losie pacjentów, którzy są oddaleni od dużych aglomeracji. Dość tego. Przyjechaliśmy z podpisami, z inicjatywą społeczną po wypełnienie obietnic pana premiera z 5 października 2023 roku, który obiecywał nam, że ginekologia, położnictwo nie będzie zamknięte. Zamknięcie szpitala będzie skutkowało niejednokrotnie tym, że pacjenci nie przeżyją 

– mówiła Bosak.

Jak zapowiedzieli podczas konferencji protestujący, będą czekać do skutku na premiera. 

Autorstwo

Zaloguj się

Zapomniałaś/eś hasła?

lub
Logujesz się na komputerze służbowym?
Nie masz konta? Zarejestruj się
Ten serwis jest chroniony przez reCAPTCHA oraz Google (Polityka prywatności oraz Regulamin reCAPTCHA).