Wyszukaj w publikacjach

Ogromna liczba komentujących, w tym pacjentów, pewnie słusznie, denerwuje się na kolejki w publicznej ochronie zdrowia.
Czyli „na NFZ się czeka”.
W tym samym czasie „prywatnie” można dostać się do lekarza już jutro – to żaden powód do chwały, lecz na przykład do mnie, kolejki są czasem miesięczne.
Opowiem Wam na bardzo prostym przykładzie, dlaczego nie możecie przyjść do lekarzy publicznie i dlaczego chorzy powinni wręcz dziękować nam, że przyjmujemy ich prywatnie, czyli poza naszymi „etatowymi” godzinami pracy.
Łatwiej będzie mi, kiedy przedstawię Wam sytuację na podstawie przychodni reumatologicznej.
Narodowy Fundusz Zdrowia „daje” poradni reumatologicznej kontakt, czyli jakąś liczbę punktów. Kupuje świadczenia zdrowotne dla obywateli Polski. Na miesiąc. Na przykład 10 tysięcy dla pacjentów reumatologicznych w danym podmiocie medycznym. Punkt kosztuje 98 groszy. W zależności od wizyty, która jest różnie punktowana, realizuje się założony kontrakt. Wizyta specjalistyczna I typu to 34 punkty, II typu – 67 punktów, a np. III typu – 125 punktów.
Jeżeli nadążacie, to słusznie zauważycie, że punkty się w końcu... kończą.
I tak właśnie to wygląda.
Reglamentacja to limitowanie. Limitowanie sprawia, że tworzą się kolejki. Gdyby sklep dyskontowy płacił tylko za 5 kilogramów mięsa miesięcznie, tworzyłyby się kolejki, aby to mięso kupić, ponieważ zapotrzebowanie (popyt) byłoby większe niż zasoby (podaż).
Upraszczając. Narodowy Fundusz Zdrowia kupuje niewystarczającą liczbę świadczeń zdrowotnych (mięsa) od placówek medycznych (sklepów dyskontowych). Wynika to oczywiście z biedy, czyli niewspółmiernego do potrzeb finansowania ochrony zdrowia.
Wiecie dlaczego? Ponieważ znam lekarzy reumatologów, którzy w październiku 2019 roku musieli przekładać zapisanych na kolejne miesiące pacjentów, gdyż „wykonali kontrakt NFZ”. Tak, 3 miesiące przed zakończeniem roku, musieli przestać przyjmować. Nie mieli już punktów, więc przyjmując w dalszym ciągu, przestaliby zarabiać i przy okazji zaczęliby zadłużać swoje miejsce pracy – szpital.
Kolejka do specjalisty reumatologii „na NFZ” wynosi ok. 10 miesięcy. Gdybyśmy w swoim wolnym czasie nie przyjmowali pacjentów, to kolejki wydłużyłyby się do kilku lat. Po pierwsze dlatego, że NFZ nie chce (albo go nie stać) płacić więcej, a po drugie dlatego, że wszyscy, którzy leczą się również prywatnie, dołączyliby do publicznej puli pacjentów.
Mam ogromną nadzieję, że każdy z Was wykorzysta ten przekaz w walce z dezinformacją, jakoby lekarze prywatnie przyjmowali, a „na NFZ” nie.