Publikacje
Opinie
Jesteśmy elitą? - reakcja na napływ lekarzy z Ukrainy

Jesteśmy elitą? - reakcja na napływ lekarzy z Ukrainy

Zapisuję
Zapisz
Zapisane

“Obyś żył w ciekawych czasach”

Nigdy dotychczas znaczenie powyższego chińskiego przysłowia nie było dla mnie jaśniejsze w swym przekazie. Choć pierwotnie można je uznać za serdeczne życzenie, to w rzeczywistości bliżej mu do groźby czy nawet klątwy. 

W Europie znów zagościła wojna na pełną skalę, a imperialistyczne mocarstwo napadło na swojego mniejszego sąsiada, argumentując swoje poczynania tak dalece posuniętą paralogiką, że aż nasuwa się korzystanie z terminologii przynależnej psychopatologii. Dzięki prasie i mediom społecznościowym codziennie razem z całym światem jesteśmy świadkami scen ostrzeliwania przedstawicieli prasy, medyków i korytarzy humanitarnych, a także celowych ataków na cywili, w tym kobiety i dzieci. Granicę polską przekroczyło już ponad 2 miliony uchodźców z Ukrainy. Ta sytuacja to nie tylko ogromne wyzwanie dla naszego aparatu państwowego, ale także moment próby dla polskiego społeczeństwa. Miło przyznać, że nasz naród stanął na wysokości zadania, a nawet przekroczył ciążące na nim oczekiwania. Skala pomocy i związanych z nią samoorganizacji, zaangażowania i dobrej woli jest niesłychana, a postawę Polaków chwalą media całego zachodniego świata, czego najlepszym podsumowaniem może być komentarz Eryka Mistewicza - szefa Instytutu Nowych Mediów - który na łamach francuskiego dziennika L’Opinion stwierdza:

“W Polsce nie ma potrzeby budowania obozów dla uchodźców z Ukrainy, większość z nich została ugoszczona w polskich domach”

W trakcie studiów przez meandry prawa medycznego moją grupę prowadził mec. Maciej Domarecki, który w ramach podsumowania cyklu zajęć, podzielił się z nami swoimi przemyśleniami. Jedno z nich szczególnie zapadło mi w pamięć. Stwierdził, że my, lekarze a także studenci, stanowimy, wskutek wybranej ścieżki i zdobytego wykształcenia, elitę narodu i mamy wpływ na kierunek oraz sposób jego rozwoju. 

Z powyższym przekonaniem mocno kontrastuje to, co w ostatnim czasie ujrzałem na jednej z największych giełd miejsc pracy na FB dedykowanej lekarzom. Wartym zaznaczenia jest fakt, iż dostęp do niej możliwy jest po wcześniejszym podaniu numeru Prawa Wykonywania Zawodu, czyli w teorii wypowiadający się są zweryfikowani jako lekarze. 

Pierwszy anons, który przykuł moją uwagę, należał do nowo przybyłej lekarki z Ukrainy bez znajomości języka polskiego. Mogła się ona pochwalić 30 letnim doświadczeniem i specjalizacją z pediatrii, a szukała pracy w medycynie jako “...pielęgniarka, bądź opiekun medyczny”. Sekcję komentarzy opanował totalny chaos, przy czym prawie nikt nie ustosunkował się do prośby zainteresowanej. Zamiast tego zarzucono jej głupotę i lenistwo, oskarżano o nieznajomość obowiązującego w Polsce prawa. Wyszydzano, podnosząc kwestię rzekomej łatwości studiów i specjalizacji w Ukrainie oraz brak chęci do weryfikacji kwalifikacji na równi z Polakami poprzez zdanie LEKu i PESu. Argument braku znajomości języka, choć rozsądny, przejawiał się nieustannie. Niektórzy, wyśmiewając ją, doradzali zdanie polskiej matury, inni, wspinając się na szczyt swego humorystycznego kunsztu, sugerowali zatrudnienie tłumacza. Kolejni, przytaczając doniesienia o zmianach prawnych wprowadzanych przez MZ, rzucali w eter zapewnienia, że nigdy nie wezmą na swoje barki odpowiedzialności za taką “niemotę” i wyrażali obawę, że przy obecnym zalewie “taniej siły roboczej” dyrektorzy szpitali przymuszą do tego zadania co mniej asertywnych lekarzy. Następni spekulowali, jak imigranci wpłyną na stawki oferowane w szpitalach i POZ oraz wieścili rzekomy koniec systemu ochrony zdrowia, czy kompetentnych porad, bo przecież “przyjdzie taki bez znajomości systemu, leków i organizacji, i będzie próbował leczyć”. Krzywdzące zwłaszcza potrafiły być komentarze insynuujące rzekome łapówkarstwo w trakcie studiów, pracy oraz idące za nim ułatwienia, z których polski ekwiwalent przecież nie mógł skorzystać.

Podobnych postów i dyskusji na wspomnianej grupie przewinęło się kilkadziesiąt i tyczyły się nie tylko lekarzy zza naszej wschodniej granicy. Przed lawiną frustracji nie uchroniła się chociażby kończąca na Ukrainie medycynę polska studentka, która szukała pracy w “dziedzinie lekarskiej” na okres między ukończeniem uczelni a nostryfikacją dyplomu.. W tym przypadku lawina krytyki rozpoczynała się od wytknięcia hipotetycznych braków w merytorycznym przygotowaniu, przez umniejszanie standardom uniwersytetów w Ukrainie, po stwierdzenie, że “jak się miało niskie wyniki z matury to należało ją poprawiać, a nie cwaniakować, a teraz stawiać się nad wykształconymi w Polsce kolegami”. 

Sekcja komentarzy zamkniętej grupy złożonej z wysoko wykwalifikowanej kadry, zaczęła przypominać potok ekskrementów. Najbardziej frapującym był jednak fakt ogromnego poparcia dla autorów nienawistnych komentarzy.

Mój wywód nie jest wyrazem poparcia dla “szybkiej ścieżki” uznawania kwalifikacji zaproponowanej przez Ministerstwo Zdrowia. Bo jeśli proces potwierdzania otrzymanych za granicą uprawnień ma stanowić tarczę dla pacjenta, to nowemu rozporządzeniu MZ bliżej do szwajcarskiego sera aniżeli stalowego puklerza. Bieżącym problemem jest, niestety, reakcja sporej części naszego środowiska oraz frustracja, wymierzona zamiast w winowajcę chaosu legislacyjnego, to wykorzystujących każdą możliwość, często zdesperowanych, uchodźców. 

Bycie elitą to nie tylko beztroskie przywileje, to przede wszystkim cała gama obowiązków i odpowiedzialności. Retoryka stosowana w mediach społecznościowych wpływa na postrzeganie lekarskiego środowiska. Dlatego, zamiast jednoczyć się w banalnym, bezmyślnym i niegodnym wylaniu frustracji nakręcającym spiralę nienawiści, lepiej, aby korzystając ze swojego potencjału, grupa zawodowa wywierała nacisk na główny organ kształtujący medyczną rzeczywistość. Warto być przyzwoitym, zwłaszcza widząc coraz liczniejsze akty obywatelskiego bohaterstwa naszych rodaków w tym krytycznym momencie historii.

Zastrzeżenie / Disclaimer

Pierwotnie artykuł miały dopełniać zrzuty ekranu zanonimizowanych wypowiedzi członków opisywanej grupy. Jednak zanim zabrałem się do ich pozyskania, moderatorzy usunęli ordynarne i urągające wypowiedzi, odnosząc się następnie do nich globalnie. Pragnę również dodać, że nie uważam, by opisywane przeze mnie zachowania tyczyły się całego środowiska lekarskiego. Wielu z nas istotnie angażuje się w bezinteresowną pomoc uchodźcom na każdym szczeblu organizacji. Celem artykułu zaś jest zwrócenie uwagi na postępującą degradację poziomu debaty i nieprawidłowe ogniskowanie źródła problemu, co prowadzi do pogłębienia podziałów i wzajemnego niezrozumienia.

Zaloguj się

hejt
ukraina

Dołącz do dyskusji

Polecane artykuły