Wyszukaj w publikacjach

Polski system ochrony zdrowia od lat boryka się z brakami kadrowymi. Epidemia koronawirusa jeszcze bardziej uwypukliła te problemy. Rąk do pracy potrzeba w całym kraju. Rząd realizuje swoje pomysły, nie wszystkie spotykają się z aprobatą środowiska medycznego.
Z danych Naczelnej Rady Lekarskiej wynika, że w kraju brakuje nawet 68 tys. lekarzy. Mamy też najmniejszą wśród krajów Unii Europejskiej liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców – 2,4. Średnia unijna wynosi 3,6. Eksperci wskazują na wiele przyczyn kryzysu personelu medycznego.
Wśród nich są m.in.
- emigracja lekarzy po ukończeniu studiów,
- niskie płace w Polsce,
- niedofinansowanie uczelni wyższych.
Resort zdrowia podkreśla, że podejmuje wiele inicjatyw mających na celu zapobieganie brakom personelu medycznego, także w czasie pandemii.
Kluczowym ogniwem w systemie ochrony zdrowia jest wysoko wykwalifikowana i kompetentna kadra medyczna, fachowo i rzetelnie udzielająca świadczeń zdrowotnych. To właśnie te oczekiwania stawiane przed personelem medycznym przyczyniają się do konieczności konstruowania narzędzi monitorujących zapotrzebowanie na kompetencje wśród pracowników sektora ochrony zdrowia – mówi Jarosław Rybarczyk z Biura Komunikacji Ministerstwa Zdrowia.
Otwarcie granic dla lekarzy spoza UE, umożliwienie studentom pracy przy pandemii
Wśród działań wymienianych przez resort są:
- umożliwienie wojewodom kierowania lekarzy odbywających szkolenie specjalizacyjne do pracy przy zwalczaniu epidemii do podmiotu, w którym odbywa szkolenie specjalizacyjne albo do innego podmiotu lub przez pracodawcę do realizacji innych zadań niż wynikające z umowy, na podstawie której odbywa szkolenie specjalizacyjne;
- podejmowanie inicjatyw legislacyjnych, które mają wspierać lekarzy i pielęgniarki (chodzi o opiekunów medycznych, którzy po odbyciu przeszkolenia mogą pobierać materiał z górnych dróg oddechowych w celu wykonania testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2).
Jednocześnie podjęto prace polegające na wprowadzeniu zmian do podstawy programowej kształcenia w zawodzie opiekun medyczny w celu rozszerzenia kompetencji zawodowych opiekunów medycznych. System wzbogaci się o wyspecjalizowaną kadrę medyczną, która będzie stanowiła pomoc dla osób wykonujących inne zawody medyczne, zwłaszcza pielęgniarek – dodaje resort zdrowia.
Kolejnym działaniem jest umożliwienie (w sposób uproszczony i jak najszybszy) pielęgniarkom i położnym, które nie wykonywały zawodu łącznie przez okres dłuższy niż 5 lat w okresie ostatnich 6 lat – w przypadku ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego, stanu epidemii albo w razie niebezpieczeństwa szerzenia się zakażenia lub choroby zakaźnej - powrotu do czynnego wykonywania zawodu.
Kolejnym krokiem resortu jest zatrudnianie w polskim systemie opieki zdrowotnej lekarzy specjalistów, którzy uzyskali kwalifikacje zawodowe poza Unią Europejską.
Zatrudnienie będzie możliwe przez okres 5 lat (bez konieczności nostryfikacji dyplomu lub zdawania Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego), w czasie których lekarz wykonując zawód będzie mógł przejść całą niezbędną procedurę, by uzyskać pełne prawo wykonywania zawodu – informuje Jarosław Rybarczyk.
By wspomóc kadrę medyczną, rząd wprowadził także możliwość udzielania świadczeń zdrowotnych: studentom kierunków przygotowujących do wykonywania zawodu medycznego, doktorantom w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu, osobom kształcącym się w zawodzie medycznym, osobom posiadającym wykształcenie w zawodzie medycznym, które ukończyły kształcenie w tym zawodzie w ciągu ostatnich 5 lat oraz ratownikom. Do pomocy przy zwalczaniu epidemii skierowano także lekarzy, którzy ukończyli staż podyplomowy, ale nie zdali Lekarskiego Egzaminu Końcowego.
Rośnie liczba lekarzy w Polsce
Ministerstwo Zdrowia nieustannie czyni starania, aby zapewnić na rynku pracy optymalną liczbę lekarzy i lekarzy dentystów. Wynikiem tych starań jest rosnąca liczba lekarzy w Polsce. Od grudnia 2015 r. do września 2020 roku łączna liczba lekarzy i lekarzy dentystów wykonujących zawód wzrosła o prawie 15 tys. Zwiększyła się też liczba lekarzy i lekarzy dentystów w trakcie specjalizacji. Obecnie w trakcie szkolenia specjalizacyjnego (03.11.2020) jest w sumie 25.076 lekarzy i lekarzy dentystów – podkreśla resort zdrowia.
Począwszy od 2016 r. minister zdrowia zwiększył limity przyjęć na kierunek lekarski. W porównaniu z 2015 r. limity przyjęć na kierunek lekarski i lekarsko-dentystyczny zwiększono o ponad 2000 miejsc. Limit przyjęć na rok akademicki 2020/2021 na kierunek lekarski i lekarsko-dentystyczny wyniósł w sumie 9717 miejsc.
Pierwsze roczniki ze zwiększonych naborów będą kończyć studia w 2022 roku, a w 2023 roku będą kończyć staż podyplomowy i wtedy też nastąpi znaczny wzrost liczby lekarzy rozpoczynających szkolenie specjalizacyjne. Powyższe rozwiązania będą mieć pozytywny wpływ na sytuację kadrową w szpitalach, które obecnie borykają się z brakami kadrowymi – dodaje Rybarczyk z biura komunikacji MZ.


Zmieniają się standardy kształcenia
Resort zdrowia podkreśla, że dokonano także zmian w podstawach programowych kształcenia w zawodach medycznych, innych niż lekarz, lekarz dentysta, pielęgniarka i położna. Wprowadzono standardy kształcenia dla wybranych kierunków studiów, nowe dziedziny specjalizacji, możliwość uznania dorobku zawodowego i naukowego za równoważny ze zrealizowaniem szkolenia specjalizacyjnego.
Aktualnie realizowane są prace nad projektem ustawy o innych zawodach medycznych, która będzie regulować kompleksowo uzyskiwanie kwalifikacji, zasady doskonalenia zawodowego w nieuregulowanych do tej pory ustawowo, zawodach medycznych. Projekt zakłada uregulowanie wymagań kwalifikacyjnych dla zawodów medycznych takich jak: opiekun medyczny, asystentka dentystyczny, dietetyk, higienista dentystyczny, logopeda, masażysta, opiekun medyczny, ortoptysta, optometrysta, protetyk słuchu, technik dentystyczny, elektroradiolog, technik farmaceutyczny, technik ortopeda, terapeuta zajęciowy – informuje biuro prasowe resortu zdrowia.
Medycy mają swoje pomysły
Mało optymistycznie na te działania patrzą lekarze. Wiele z nich oceniają krytycznie. Zdaniem dr Joanny Zabielskiej-Cieciuch z Federacji Porozumienie Zielonogórskie, w Polsce mamy złą organizację pracy, a jedyną szansą na zwiększenie liczby personelu medycznego jest właściwe, mądre zarządzanie kadrą medyczną, zatrudnienie personelu pomocniczego oraz odbiurokratyzowanie zawodów medycznych.
Codziennie jeden z lekarzy w mojej przychodni sprawdza listę pacjentów z wynikami wymazów, ma obowiązek dzwonić codziennie do 20-30 pacjentów, żeby poinformować o wyniku, długości kwarantanny czy izolacji, udziela informacji o wymaganych zaświadczeniach do pracy. Lekarz nie powinien tym się zajmować. A niestety u nas medycy zajmują się tym, czym mogłyby zajmować się np. sekretarki medyczne czy asystenci medyczni. Pielęgniarki często pełnią funkcję asystentów medycznych. W innych państwach już od dawna lekarz jak najmniej czasu poświęca na czynności, w których można znaleźć zastępstwo. Tak jest np. w Szwecji, ale tam na jednego lekarza przypada średnio 5 osób personelu pomocniczego. Obecnie w czasie pandemii nie mamy skąd wziąć lekarzy. Żeby przesunąć medyka do pracy np. w szpitalu tymczasowym, musimy go zabrać z jego obecnego miejsca pracy. To jest łatanie dziury przez tworzenie innej. Kto wtedy ma go zastąpić w jego codziennej pracy? Kto za niego będzie przyjmował chorych, monitorował choroby przewlekłe, przedłużał leczenie lub je zmieniał? Gdzie pacjenci mają szukać pomocy? To są pytania bez odpowiedzi – mówi dr Joanna Zabielska-Cieciuch.
Z kolei dr Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu OZZL uważa, że można było wcześniej zareagować na problem braków kadrowych, a podejmowane dziś decyzje i działania, nie spowodują, że liczba lekarzy w Polsce wzrośnie od zaraz.
Od lat wyraźnie widać deficyt lekarzy i innych pracowników medycznych, ale nie pobudziło to rządów do radykalnych działań. Teraz można jedynie administracyjnie przenosić personel z jednego miejsca do drugiego uznając, że gdzieś jest bardziej potrzebny. Rozumiem, że zdaniem rządzących najważniejsi są teraz zakażeni wirusem SARS COV-2, bo o nich najwięcej się mówi, oni są widoczni i każda śmierć takiej osoby jest odnotowywana publicznie. Stąd decyzja o możliwości przenoszenia personelu medycznego do "walki z koronawirusem", kosztem innych miejsc udzielania świadczeń i kosztem innych świadczeń. To spowoduje, że te inne (niż zakażone) osoby umrą, może nawet w większej liczbie niż ci, którzy umierają z wirusem (lub z powodu wirusa), ale zrobią to po cichu i nikt o tym nie będzie wiedział, a na pewno nie poinformują o tym w codziennych komunikatach. Jak już to wszystko minie, to będzie można wrócić do racjonalnej dyskusji jak zwiększyć liczbę personelu medycznego, tylko czy wtedy ktokolwiek z rządzących będzie chciał na ten temat rozmawiać. Wątpię. Będziemy czekać na kolejnego "covida" – mówi dr Krzysztof Bukiel.
W ocenie lekarzy niektóre zaproponowane przez rząd zmiany zamiast być wsparciem, mogą okazać się komplikacją.
Rząd nie słucha naszych pomysłów. Nie ma żadnego dialogu. Wiele razy mówiliśmy, co należy zrobić, by poprawić sytuację lekarzy w naszym kraju. Obecnie mamy totalny chaos, jest bardzo źle. Szukanie kadr na szybko to jest jakaś forma ratowania okrętu, ale nie przyniesie większych rezultatów. Jednym ze sposobów zwiększenia liczby lekarzy w Polsce jest otwieranie przez nasz rząd granic dla lekarzy ze Wschodu, ułatwianie nostryfikacji dyplomów, ale nie tędy droga. To pokazuje, że tonący brzytwy się chwyta. To bardzo ryzykowny ruch. Trzeba najpierw zweryfikować te dyplomy, sprawdzić lekarzy, bo to opiekujący się takim lekarzem polski medyk poniesie największą odpowiedzialność, włącznie z dyrektorem szpitali. Włączenie do pracy studentów medycyny i lekarzy bez zdanego LEK-u to kolejne łatanie dziur. Studenci nie są przygotowani do wykonywania zawodu. Oczywiście oni lepiej się sprawdzą przy podawaniu leków niż np. student informatyki, ale to kolejne ryzykowne działanie. Praktyki lekarskiej nabiera się dopiero w trakcie stażu podyplomowego, a nie na studiach – mówi dr Krzysztof Hałabuz, prezes Porozumienia Chirurgów „Skalpel”.
Jego zdaniem, po pandemii należy usiąść i przygotować reformę ochrony zdrowia.
– Pandemia zjednoczyła nasze środowisko, nie odpuścimy – zapewnia Hałabuz.