Wyszukaj w publikacjach

29.05.2022
·

Prawdziwy lekarz będzie za chwilę

100%

Prawdziwy lekarz będzie za chwilę. Rok z życia stażysty to szczera historia zmagań absolwenta uczelni medycznej z trudami pracy w szpitalu. Z odrobiną humoru Matt McCarthy opowiada o drodze, którą przeszedł, by stać się kompetentnym lekarzem.

Początki stażu i proces nabywania umiejętności to doświadczenie związane z niepewnością, własną niekompetencją, bezsilnością, cierpieniem i śmiercią pacjentów. Czytając miałem wrażenie, że autor skupia się właśnie na nich, pokazując w jaki sposób pacjenci wpłynęli na postrzeganie przez niego medycyny. McCarthy przede wszystkim nie chce stać się lekarzem, który mechanicznie wypisuje recepty i zlecenia, lecz specjalistą leczącym ludzi, nie tylko ich choroby. 

Punkt wyjścia

Początki pracy są oczywiście najtrudniejsze. McCarthy opisuje popełnione przez siebie błędy, takie jak niezauważenie ważnego objawu u pacjenta czy zakłucie się iglą, po którym długo zmagał się z myślami o potencjalnej infekcji wirusem HIV. Ten błąd przez długi czas negatywnie oddziaływał na jego życie zawodowe i osobiste. Po czterech miesiącach od niefortunnego zakłucia McCarthy zostaje wezwany na rozmowę do gabinetu doradcy akademickiego, podczas której dowiaduje się, że jest pod lupą. Po zakończeniu rozmowy zdenerwowany i przybity McCarthy otrzymuje wezwanie - NZK. Jest to świetne unaocznienie tego, że mimo kryzysu egzystencjalnego lekarza praca trwa i pacjenci potrzebują pomocy. Nie można więc zaprzątać sobie głowy osobistym problemem. Z tą historią związany jest jeszcze jeden aspekt. Kilka nieudanych prób wkłucia centralnego sprawia, że autor zaczyna się zastanawiać, czy nie przebił pęcherza. Przekazując pacjenta na OIOM rozważa czy przyznać się lekarzowi do popełnionego błędu. W pierwszej chwili tego nie robi, ale przypomina sobie słowa kolegi po fachu: o kogo dbasz? O siebie? O swoją reputację? Czy o pacjenta? i podejmuje właściwą decyzję. 

Widać wyraźnie, że McCarthy emocjonalnie angażuje się w przypadki pacjentów, np. mężczyzny oczekującego na przeszczep czy też kobiety, która odmawia leczenia. Można rozważać czy zaangażowanie nie jest przesadne, szczególnie gdy okazuje się, że autor nie zawsze osiąga pożądane rezultaty. 

Sieć wsparcia

Autor wskazuje na istotną rolę mentorów, głównie lekarzy nadzorujących, wprowadzających  młodego stażystę w świat prawdziwej medycyny, w którym trzeba osobiście podejmować decyzje wpływające na los pacjentów. Z ich nauczania wynosi nie tylko umiejętności praktyczne, ale także rady, które wracają do niego szczególnie podczas pierwszego samotnego dyżuru nocnego na OIOM-ie. Choć autor mógł teoretycznie liczyć podczas dyżuru na wsparcie specjalisty, to w praktyce ów lekarz pracował w innej części szpitala, więc w razie konieczności podjęcia nagłej decyzji cała odpowiedzialność spada na stażystę.

McCarthy zwraca uwagę, że oddanie medycynie i spędzanie czasu w szpitalu zabija przyjaźnie. Pisze: trudno mi było wyobrazić sobie, o czym miałbym rozmawiać z kumplami z college’u, którzy mieszkają na Manhattanie i pracują w finansach. Z drugiej strony wskazuje ważne jest, by mieć grono znajomych, którzy przechodzą przez to samo. Możliwość zwierzenia się, opowiedzenia o swoim problemie sprawia, że czujemy się lepiej - przechodzimy katharsis. Opowiadanie znajomym ze stażu o popełnionych przez siebie błędach przynosiło autorowi ulgę. 

Medycyna jest wyjątkowa

W pewnym momencie książki McCarthy pisze o maksymie dzieją się tu niezwykłe rzeczy, stanowiącej słodko-gorzkie podsumowanie tego, co wydarza sięw szpitalu. Ta sentencja opisuje dobre chwile, pozwalając na ich docenienie, a także stawia w nieco innym świetle wydarzenia negatywne. Z jednej strony uratowanie komuś życia, a z drugiej dwukrotne zrzyganie się pacjenta na lekarza - obie sytuacje są niezwykłe, jeśli spojrzymy na nie z odpowiedniej perspektywy.

Kiedy wydaje się, że młody lekarz zdobył już dużo wiedzy i przez to pewności siebie, pojawia się coś, z czym wcześniej się nie spotkał. Logiczne jest, że w ciągu stażu nie pozna całej medycyny, nie zmniejsza to jednak związanego z nową sytuacją stresu. Autor spotyka się z tym wielokrotnie, np. przy przekazaniu córce pacjentki, że jej matka powinna zostać objęta opieką paliatywną, ponieważ nie ma już dla niej nadziei. Czy istnieje jakiś inny zawód, którego wykonywanie obejmuje mówienie komuś, że lepiej będzie, jeśli pozwoli swojej matce umrzeć? - pisze McCarthy. 

O czym jest ta książka?

Prawdziwy lekarz będzie za chwilę. Rok z życia stażysty to książka ze szczyptą humoru, napisana lekkim językiem, który dobrze oddaje emocje bohatera - od radości z dobrze wykonanego zadania, po gorycz porażki w grze, której stawką jest ludzkie życie. McCarthy opowiada nie tylko o przypadkach medycznych czy trudnościach bycia stażystą i lekarzem. Opisuje przede wszystkim historie ludzi - pacjentów i personelu, z których każdy ma swój pogląd na świat, potrzeby i słabości. 

Autor pisze, że niektórzy z jego kolegów wciąż niepokoili się, że nie zasługują na bycie lekarzami, że to nie oni powinni trzymać w ręce czyjeś życie. On myślał podobnie, jednak ostatecznie stał się lekarzem kompetentnym. Być może dla niektórych z was przeczytanie o doświadczeniach z drogi stażysty ułatwi radzenie sobie w podobnej sytuacji na początku ścieżki kariery. W końcu wszyscy musimy przetrwać ten rytuał przejścia (chyba że staż zostanie zlikwidowany, ale to już inna historia). 

Autorstwo

Zaloguj się

lub
Logujesz się na komputerze służbowym?
Nie masz konta? Zarejestruj się
Ten serwis jest chroniony przez reCAPTCHA oraz Google (Polityka prywatności oraz Regulamin reCAPTCHA).