Gdy lekarz staje się pacjentem

W życiu lekarza bywa różnie. Czasem dzień upływa nam pod hasłem sielanki, lecz częściej mnogość chorych i ich potrzeb sprawia, że ciężko jest się zdecydować, które zadanie wymaga priorytetowego traktowania. Bez względu na to i na stan przybywających nieszczęśników, rzadko zdarzają się sytuacje, w których nasz medyczny arsenał nic nie wskóra. rzadko kiedy pozostajemy w obyciu z pacjentem bezsilni. Przeważającemu gronu można zaproponować diagnostykę, która prześwietli organizm na wskroś i odnajdzie najmniejsze odchylenia od prawidłowego stanu, a następnie pozwala wdrożyć leczenie nakierowane na źródło problemu. Nawet pacjentom w stanach, w których tzw. happy-end jest niemożliwy do uzyskania, możemy w tych trudnych chwilach oszczędzić cierpienia. Pełniąc rolę lekarza niemoc jest dla nas pojęciem obcym, często odrażającym. Potrafimy znaleźć wyjście z sytuacji i cechuje nas aktywna postawa w radzeniu sobie z nadciągającym zagrożeniem.

W położeniu zgoła odmiennym znajdują się z kolei pacjenci, którzy to są zdani na łaskę lub niełaskę innych. Niedysponując wiedzą medyczną, pacjent na wstępie relacji terapeutycznej jest już w trudniejszym położeniu niż medyk. Odpowiedzialność za własny los wymyka się pacjentom spod kontroli i w sytuacji zagrożenia zdrowia przeniesiona zostaje na personel medyczny. Z tego też względu tak niedorzeczna i nasączona swoistym dysonansem poznawczym staje się sytuacja, gdy to właśnie lekarz zostaje zapędzony w ślepą uliczkę i przez ułomność własnego organizmu musi się położyć w szpitalnym łóżku.

pacjent