Wyszukaj w publikacjach

19.01.2021
·

Miałem się zaszczepić przeciw COVID-19 – ale nie wyszło

100%

18 stycznia miał być dniem, kiedy przyjmę pierwszą dawkę szczepionki przeciwko COVID-19. Nie ukrywam, że wyczekiwałem tego dnia, jak mało którego w ostatnim czasie. Wszak to już niemalże rok, gdy cały świat – w tym i poniekąd ja – zmaga się z pandemią. A tu proszę, psikus. Szczepionki nie otrzymałem.

Umówiony na szczepienie byłem już od dwóch tygodni. Termin i miejsce szczepienia wyznaczono mi w akademickim szpitalu, w związku z faktem, że jestem studentem 6. roku kierunku lekarskiego – w myśl Narodowego Programu Szczepień należę do grupy „0” wraz z pracownikami ochrony zdrowia. Moi koledzy i koleżanki szczepili się już od dobrych kilku tygodni. Większość mojej rodziny, zawodowo związanej z ochroną zdrowia, także otrzymała już pierwszą dawkę. Ja cierpliwie – i jak się dziś okazało, naiwnie – czekałem na swoją kolej. 

Znowu wychodzi na to, że trzeba kombinować. Dzwonić, szukać, wypytywać. Gdzie rzucili szczepionki tym razem? Po tym, jak otrzymałem informację w poniedziałek, (a w zasadzie sam ją uzyskałem, najpierw pocztą pantoflową pod postacią koleżeńskich grup FB, potem zaś dzwoniąc do szpitala, w którym miałem być szczepiony) zacząłem dzwonić do kolejnych placówek szczepiących w moim mieście. Wierzcie mi Państwo, wykonałem kilkadziesiąt telefonów, próbując uzyskać termin w 6 jednostkach – i nic. Szczepionek dla studentów z grupy 0 w tym tygodniu nie mam się co spodziewać. Jeszcze WCZORAJ kontaktowałem się z koleżanką z roku, która w normalnym trybie otrzymała szczepienie. Od dziś do odwołania szczepień dla studentów nie ma.

Nie powiem – spodziewałem się takiego obrotu spraw. Kilka dni temu na łamach niniejszego portalu pisałem o moich wątpliwościach odnośnie do Narodowego Programu Szczepień przeciw COVID-19. Fakt faktem, że w zasadzie problem leży po stronie producenta, czyli firmy Pfizer, która wstrzymała tymczasowo dostawy do krajów europejskich, w tym do Polski. Jednak poczucie rozczarowania całą tą sytuacją pozostaje.

W całej tej sytuacji zdałem sobie sprawę, że jest to w moim życiu pierwsze doświadczenie zetknięcia się ze ścianą w obszarze ochrony zdrowia. Jako młody, zdrowy człowiek na szczęście nie miałem jeszcze wielu sposobności (i konieczności) do korzystania z usług publicznego sektora. Szczepienie przeciw COVID-19 siłą rzeczy musiałem otrzymać w szpitalu publicznym. Nie da się go uzyskać prywatnie. I choć to może banalne, zrozumiałem, co czuje polski pacjent, który dowiaduje się, że na upragnioną wizytę czy świadczenie nie dostanie się w przewidywalnym czasie – przypadek np. legendarnych wieloletnich kolejek do endokrynologa. Współczuję – teraz jeszcze bardziej – wszystkim tym pacjentom, dla których to doświadczenie jest normą. Powody tych zjawisk są, mam nadzieję, dla Państwa oczywiste, nie czas i miejsce by teraz je szerzej omawiać. Mimo wszystko, na swój sposób jestem losowi wdzięczny za to doświadczenie, bo zrozumiałem jeszcze lepiej, z czym muszą się w Polsce zmagać na co dzień nasi pacjenci.

Myślę, że każdy z nas ma już tej całej pandemii serdecznie dosyć. Traci na tym nasze zdrowie – fizyczne i psychiczne. Gigantyczne straty ponosi gospodarka. Dzieci nie mogą normalnie, należycie się uczyć. Ale w całej tej sytuacji najbardziej męczy mnie propaganda sukcesu. Sukcesu w „walce z pandemią”, „zwalczaniu wirusa”. Tymczasem – liczba zgonów w Polsce w 2020 była drugą najwyższą po II Wojnie Światowej [1]! W tym tygodniu zamiast 360 tysięcy zaszczepimy 130 tysięcy osób z grupy 0. Nie dość, że szczepimy wolno, to jeszcze w praktyce od poniedziałku nie szczepimy.

Zaloguj się

lub
Logujesz się na komputerze służbowym?
Nie masz konta? Zarejestruj się
Ten serwis jest chroniony przez reCAPTCHA oraz Google (Polityka prywatności oraz Regulamin reCAPTCHA).