Wyszukaj w publikacjach

28.09.2021
·

Felczeryzacja zawodu lekarza w państwie z kartonu

100%

O tym, że maszyna legislacyjna rządu Prawa i Sprawiedliwości potrafi pracować w oszałamiającym tempie, przekonaliśmy się w ostatnich latach nie raz. Wiele wskazuje na to, że czeka nas kolejny przykład szybkiego niczym Pendolino wprowadzania nowych przepisów, tym razem dotyczących kształcenia lekarzy. 

Kilka dni temu (21.09.2021) Minister Zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział na Zgromadzeniu Plenarnym Konferencji Rektorów Publicznych Szkół Zawodowych reformę Ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym i Nauce zakładającą m.in. umożliwienie kształcenia lekarzy w wyższych szkołach zawodowych. Zakłada ona umożliwienie prowadzenia studiów na kierunkach lekarskim i lekarsko-dentystycznym na uczelniach, które prowadzą „studia na co najmniej jednym kierunku przygotowującym do wykonywania zawodu, o którym mowa w art. 68 ust. 1 pkt 1–8, i posiada kategorię naukową w dyscyplinie nauki medyczne lub w dyscyplinie nauki o zdrowiu” . Kierunkami tymi są, wg. obowiązującej ustawy: 1) lekarski, 2 ) lekarsko-dentystyczny, 3) farmacja, 4) pielęgniarstwo, 5) położnictwo, 6) analityka medyczna, 7) fizjoterapia, 8) ratownictwo medyczne. Innymi słowy – jeśli proponowane przepisy weszłyby w życie, kształcenie lekarzy i stomatologów mogłoby odbywać się na każdej uczelni/szkole wyższej, która kształci obecnie na jakimkolwiek kierunku związanym z medycyną. 

Na sprzeciw wobec proponowanych zmian w przepisach ze strony samorządu lekarskiego, Komitetu Protestacyjno-Strajkowego i innych branżowych organizacji nie musieliśmy czekać długo [1]. Oburzenie naszego środowiska w tym przypadku jest zdecydowanie uzasadnione i powinniśmy je jasno wyrażać, gdyż propozycja rządu to nic innego jak degradacja jakości edukacji medycznej w Polsce do niespotykanych dotychczas nigdy poziomów. 

Braki kadrowe w zawodzie lekarza – i innych zawodach medycznych – są wynikiem złożonych procesów w sektorze ochrony zdrowia w naszym kraju. Jednym z nich, niezaprzeczalnie, było obniżenie naborów na studia medyczne na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, kiedy to limity spadły w okolice 2000 studentów rocznie w skali kraju. W nadchodzącym roku akademickim 2021/2022 limit przyjęć na kierunek lekarski wynosi  9039 miejsc i jest to wynik najwyższy w historii [2]. Równocześnie środowisko akademickie od kilku już lat apeluje do Ministerstwa Zdrowia o opamiętanie w zwiększaniu limitów przyjęć na kierunek lekarski, gdyż możliwości zwiększania liczby studentów na uczelniach publicznych są na wyczerpaniu. Już sama liczba studentów w grupach seminaryjnych i klinicznych w obecnym systemie odbija się na jakości kształcenia, zwłaszcza klinicznego. Ale przy obecnych limitach przyjęć nie liczba studentów, a odpływ pracowników – naturalny, emerytalny, emigracyjny – stanowi największą bolączkę systemu. Dla przykładu – w I kwartale 2021 roku padł rekord: (blisko 200) liczby lekarzy wnioskujących do OIL o zaświadczenia niezbędne do podjęcia pracy za granicą [3].

Przy założeniu, iż celem dla systemu ochrony zdrowia w Polsce powinno być wypełnienie luki pokoleniowej, praktycznie jedyną odpowiedzią rządu jest zwiększanie limitów przyjęć na studia lekarskie. Równocześnie, choć sytuacja płacowa młodych lekarzy na przestrzeni ostatnich lat sukcesywnie poprawiła się, stawki wynagrodzeń lekarzy stażystów, rezydentów i specjalistów znacząco odbiegają od oczekiwań środowiska, co dosadnie pokazuje aktualnie trwający Ogólnopolski Protest Pracowników Ochrony Zdrowia. Czy zatem koincydencja w czasie Protestu i przedstawienia przez MZ projektu zmian w kształceniu lekarzy jest przypadkowa? Śmiem twierdzić, a nawet mam przeczucie graniczące z pewnością, że tak nie jest. MZ, w sposób cyniczny, pokazuje lekarzom, gdzie ich miejsce i jakich standardów oczekuje – ma być tanio, byle jak i po naszemu. Jak się nie podoba – protestujcie sobie dalej.

Sprawa wygląda jeszcze gorzej, jeśli założyć że w MZ istnieją – a przy całej antypatii do jego przedstawicieli zakładam, że jednak są tam ludzie za to odpowiedzialni – wyliczenia odnośnie do kosztów wprowadzenia proponowanych zmian i otwarcia kierunku lekarskiego w kolejnych szkołach (nie mogę w tym miejscu użyć nawet słowa ‘uczelniach’). Skoro są na to pieniądze – to czemu mamy je „inwestować” w kolejnych studentów, którzy, przy dobrych wiatrach, wejdą do systemu za ok. 7 lat, miast spełnić oczekiwania obecnie pracujących w systemie, wykształconych i gotowych do pracy lekarzy? Ponadto pamiętajmy, że kasy w budżecie jest wszak w bród – Premier Morawiecki chwali się przed społeczeństwem, iż budżet Państwa ma nadwyżkę rzędu 80 mld zł! [4]. 

Jaki jest więc cel MZ wobec środowiska lekarskiego? Przy całej nieudolności i impertynencji obecnego rządu, trzeba przyznać im jedno – potrafią inwestować w przyszłe pokolenia. Ale mają być to pokolenia gorzej wyedukowane, o zawężonym światopoglądzie, nakierowane li tylko na perspektywę narodową. Za przykład niech wystarczy chociażby ‘deforma’ systemu edukacji rękami Ministra Czarnka. Analogicznie – skoro obecny system kształcenia wytwarza lekarzy, którzy oczekują od systemu ochrony zdrowia – w myśl słów Ministra Niedzielskiego – rzeczy nierealnych i absurdalnych – stwórzmy sobie takich, którzy nie będą mieli takich oczekiwań. A dlaczego, zapytacie. Chociażby dlatego, że z uwagi na proces akredytacji i nostryfikacji dyplomów za granicą Polski, hipotetyczni absolwenci kierunku lekarskiego ze szkół zawodowych nie będą mogli wykonywać zawodu lekarza za granicą. Byliby więc zmuszeni systemowo do wykonywania zawodu w Polsce. 

Wisienką na torcie całej tej sytuacji niech będzie jeszcze jedna konstatacja – nie wszyscy o tym pamiętają, ale istnieje jeszcze w systemie ochrony zdrowia w Polsce zawód felczera. Są to głównie osoby, które po II Wojnie Światowej kończyły odpowiednie szkoły przygotowujące do wykonywania uproszczonych procedur medycznych w obliczu ówczesnych braków kadrowych. Choć od lat 70. nie kształci się obecnie w tym zawodzie nikogo w Polsce (na 2018 rok aktywnych zawodowo w naszym kraju było 211 felczerów), mogą oni nadal praktykować, co więcej, za sprawą imigracji ze wschodu ich liczba z roku na rok rośnie [5].  Czemu więc rząd nie wróci do idei kształcenia felczerów, mając nawet ku temu podstawy prawne? Najwyraźniej nie chce tego robić, chociażby z powodów wymienionych powyżej.

Referencje (ostatni dostęp 24.09.21)

  1. https://remedium.md/artykuly/news/szkoly-zawodowe-takze-dla-lekarzy-jest-projekt
  2. https://pulsmedycyny.pl/limity-przyjec-na-medycyne-2021-2022-1120574
  3. https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8145341,lekarze-emigracja.html
  4. https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8250954,rzad-budzet-premier-80-mld-nadwyzki.html

Zaloguj się

lub
Logujesz się na komputerze służbowym?
Nie masz konta? Zarejestruj się
Ten serwis jest chroniony przez reCAPTCHA oraz Google (Polityka prywatności oraz Regulamin reCAPTCHA).