Wykorzystywanie autorytetu lekarza w reklamie - czy jest to towar deficytowy?

Zapisuję
Zapisz
Zapisane

Jeszcze nie tak dawno środowisko lekarskie ogarnęła istna wrzawa, gdy niesiony na fali pandemicznej sławy prof. Simon wystąpił w reklamie maseczek ochronnych, zachwalając jedną z firm i zachęcając tym samym do kupna ich produktów [1]. Zdecydowana część grona medycznego wyraziła daleko posunięte wyrazy dezaprobaty wobec tego zachowania, domagając się wycofania spotów. Nie brakowało głosów żądających nawet kary dla profesora, w tym ingerującej w prawo wykonywania zawodu, czy zwyczajnie penalizacji finansowej jego postępowania. 

Negatywne skutki tego precedensu były najbardziej dotkliwe poza hermetycznym środowiskiem medycznym. Oto w jednej chwili chlusnęliśmy wodą na młyn covidowych denialistów, którzy otrzymali “żywy dowód” co do robienia kariery finansowej przez medyków na “plandemii”. Pytanie jednak brzmi, czy prof. Simon złamał prawo, czy może tylko granice dobrego smaku? W końcu dzień w dzień jesteśmy bombardowani reklamami, w których fachowo ubrane bezimienne figury zachwalają przedstawiane produkty, wynosząc je do rangi REMEDIUM na każdą dolegliwość i zarazem nie słyszy się, by po nagraniu takiego spotu policja natychmiast aresztowała grających w nim aktorów.

Zaloguj się

prawo
media-spolecznosciowe

Polecane artykuły