Wyszukaj w publikacjach

Święta to z założenia czas rodzinnych spotkań, domowego ciepła i chwil wytchnienia. Dla młodych lekarzy, zwłaszcza rezydentów, często oznaczają jednak coś zgoła innego: dyżury w szpitalu. To temat, który budzi wiele emocji, zwłaszcza wśród tych, którzy po raz pierwszy spędzają w pracy Boże Narodzenie czy Wielkanoc, z dala od bliskich. Nie ma co ukrywać, perspektywa świątecznego dyżuru wywołuje raczej oczywistą reakcję – święta do tej pory (przez okres kształcenia, studiów i stażu) były czasem spędzanym z rodziną, przy wspólnym stole, w atmosferze spokoju i radości. Z drugiej strony, może najwyższa pora dorosnąć i zaakceptować, że życie w szpitalu nie zatrzymuje się tylko dlatego, że w kalendarzu pojawia się magiczna data.
Czy dyżury w święta są wyłącznie uciążliwością i dowodem na niechlubne zjawisko „przymuszania” młodych lekarzy do obstawiania niewygodnych terminów?
Grafik w dni wolne od pracy często wynika z hierarchii i zależności panujących na naszych oddziałach. W szpitalach, jak w wielu innych miejscach pracy, istnieje naturalna kolejność, zgodnie z którą młodsi i mniej doświadczeni członkowie zespołu (głównie rezydenci) przejmują mniej atrakcyjne godziny i terminy w pracy. Jest to pewien stały element szpitalnej „sukcesji” – aby wypracować swoje miejsce w zespole, młody lekarz płaci należne. Starsi stażem lekarze mają zwykle większe możliwości wyboru terminów dyżurów, a młodsi przejmują pałeczkę w święta czy inne szczególnie niepopularne dni.
Czy to sprawiedliwe? Moim zdaniem – i jest to wyniesione ze studiów asekuracyjne stanowisko – to zależy. Nie możemy oczekiwać, że początek drogi zawodowej będzie usłany różami i pełen przywilejów. Jako lekarze rezydenci jesteśmy chronieni przez prawo w sposób, który jeszcze kilka dekad temu był nie do pomyślenia. Obowiązkowe przerwy w pracy, limity godzin czy jasno określone zasady dotyczące dyżurów to standard, który mało kto podważa. W takim kontekście spędzenie jednego dnia świątecznego na oddziale nie wydaje się końcem świata. Ba, można nawet doszukiwać się w tym pewnych pozytywów.
Jak wszyscy wiemy, okres Świąt w szpitalu zazwyczaj różni się od codziennej pracy. Zwyczajowo nie ma wtedy planowych przyjęć czy zabiegów. Osobiście bardzo lubię okołoświąteczną atmosferę na oddziale – unoszący się w powietrzu zapach świeżo obranych mandarynek, rozmowy w dyżurce o tym, jakie zwyczaje panują w naszych domach. Dodatkowo, mam wrażenie, że oddziały są w tym okresie spokojniejsze, a pacjenci i ich rodziny częściej okazują wdzięczność za to, że ktoś czuwa nad ich zdrowiem w dni wolne. Idąc dalej: może być to dla nas czas głębszej refleksji – szczególnie nad losem osób samotnych lub chorych, które święta spędzają w szpitalu. Może to być również okazja do budowania więzi w zespole. Dyżur w święta bywa mniej intensywny, co daje szansę na spokojną rozmowę z kolegami po fachu czy na chwilę wytchnienia. Nie zapominajmy też o wymiarze finansowym. Wynagrodzenie za dyżur w dzień ustawowo wolny od pracy jest wyższe. Nie jest to może pełna rekompensata za czas, który moglibyśmy spędzić z rodziną, ale jest to pewne pocieszenie. Dla wielu młodych lekarzy, którzy dopiero zaczynają zarabiać, dodatkowa kwota może być istotnym wsparciem.
Dyżury w święta nie muszą być traktowane wyłącznie jako uciążliwość czy przejaw niesprawiedliwości w systemie. Są naturalną częścią życia zawodowego młodego lekarza – niestety częścią, która wymaga pewnych poświęceń.