Wyszukaj w publikacjach

06.07.2021
·

KET - “najlepsze narzędzie przygotowujące do LEK-u”?

100%

KET - brzmi niewinnie? Nie dla każdego. Studenci i absolwenci kierunku lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi dostają gęsiej skórki, gdy słyszą ten akronim. Dlaczego? Bo to właściwie od tego egzaminu zależy, czy ukończą studia w czerwcu i rozpoczną staż podyplomowy jesienią. Większość z nich uważa, że jest to zupełnie niepotrzebne narzędzie, które dokłada sporo stresu do końcówki studiów. Ale zacznijmy od początku.

Końcowy Egzamin Testowy - autorska metoda sprawdzenia wiedzy adeptów 6 roku kierunku lekarskiego, która została wprowadzona kilka lat temu w Łodzi, nie należy do najprzyjemniejszych wspomnień z ostatnich dni studenckiego życia. Egzamin odbywa się przeważnie pod koniec czerwca i obejmuje wiedzę z całych studiów, a dokładnie z przedmiotów tj. choroby wewnętrzne, pediatria, medycyna rodzinna, medycyna ratunkowa, ginekologia i położnictwo oraz chirurgia. Liczba pytań na egzaminie ulegała zmianom na przestrzeni lat, w tym roku studenci mieli do pokonania 150 zadań w ciągu 150 minut. Egzamin odbył się stacjonarnie, pisany był na komputerach w Centrum Egzaminacyjnym UM w Łodzi, a zdający podzieleni zostali na 3 tury z uwagi na dostępność sprzętu oraz obostrzenia epidemiologiczne. Plusem takiego rozwiązania jest fakt, że od razu po zatwierdzeniu i zakończeniu testu, otrzymujemy wynik. Wynik, który przesądza o naszym losie - bowiem od tego egzaminu tak naprawdę zależy,  czy możemy w październiku rozpocząć staż podyplomowy. Niestety, egzamin kryje w sobie wiele wad, o których wspomnieli w ankiecie tegoroczni absolwenci.

Mówiąc o Końcowym Egzaminie Testowym, nie sposób pominąć zeszłorocznej szkoły życia, z którą zmierzyli się studenci. Z uwagi na trudną sytuację epidemiologiczną Uczelnia zdecydowała się na zdalne przeprowadzenie egzaminu. Przedstawione w regulaminie regulacje oburzyły studentów, którzy szukali sprawiedliwości i wyjaśnień u Władz Uczelni oraz Rzecznika Praw Studenckich. Niestety, jedyne co otrzymali to wyjaśnienie, że “Taki system jest niezbędny dla sprawiedliwej oceny wiedzy, a doświadczenie nasze i innych Uczelni wskazuje, że inne warunki są wykorzystywane przez studentów, przyczyniając się do stosowania nieuczciwych praktyk”. W efekcie - rozmowy i negocjacje nie przyniosły żadnego pozytywnego skutku i studenci zmierzyli się w czerwcu z testem przed własnymi komputerami, po uprzedniej weryfikacji tożsamości. Zgodnie z regulaminem mieli do pokonania 90 zadań w 60 minut (na jedno pytanie przypadało 40 sekund!). Ponadto nowe zasady nie pozwalały zdającemu cofnąć się w teście do poprzedniego, rozwiązanego już pytania, nawet jeśli zdecydował on, że pierwotnie udzielił błędnej odpowiedzi. Prawdziwe przerażenie wywołały jednak pierwsze wyniki i statystyki, które pokazały - egzaminu nie zdało ponad 50% studentów! Treść pytań była zupełnie oderwana od pierwotnie obiecanych standardów, niektóre nie miały poprawnej odpowiedzi, inne zaś miały ich kilka, ale z możliwością wyboru jednej z nich. Obniżanie progu, walka o każdy punkt…. tego zamieszania nie zapomni chyba żaden ubiegłoroczny absolwent.

Jak już wspomniałam, organizacja egzaminu w tym roku wyglądała nieco inaczej. Oczywiście mowy o odwołaniu KET-u w ogóle nie było, ponieważ uczelnia uważa egzamin za “najlepsze narzędzie przygotowujące do LEK-u”. Może i jest to pewnego rodzaju forma powtórki materiału, ale większość ankietowanych studentów wątpi, aby “skakanie” po tematach przez 2-3 tygodnie “byle coś zapamiętać” miało swoje odbicie na wynikach LEK-u we wrześniu. Twierdzą, że KET to ogromna dawka stresu, która po maratonie egzaminów praktycznych i ustnych z interny, pediatrii, ginekologii i chirurgii, odbiera ostatnie siły i jest zupełnie niepotrzebna przyszłym lekarzom, którzy sumiennie zdali do tej pory wszystkie egzaminy przewidziane w programie nauczania. Przez wiele miesięcy prowadziliśmy rozmowy w sprawie zmiany formuły egzaminu, aby podążając za reformą LEK-u, wprowadzić na egzaminie pytania z bazy CEM. Po uzyskaniu odpowiednich zgód i dopełnieniu wszystkich formalności, uczelnia zgodziła się wykorzystać opublikowane pytania w odsetku do 15%. Dokładna znajomość bazy jest w tej chwili bardzo ważna, by osiągnąć sukces na LEK-u, dlatego procent ten powinien być według większości studentów większy. 

Analizując wyniki przeprowadzonej ankiety, widzimy, że prawie wszyscy respondenci zdali egzamin (98,5%). Czas przygotowań do zaliczenia był różny, natomiast prawie połowa studentów poświęcała na przygotowania 5-10, a nawet ponad 10 godzin dziennie.

KET
KET

W ostatnim miesiącu nauki, po całym roku sumiennej pracy i sprawdzanej wiedzy, KET spowodował ogromny stres u prawie 85% ankietowanych. Wynik ten jest bardzo niepokojący, tym bardziej, że żyjemy ciągle w cieniu pandemii, która zmieniła formę zajęć klinicznych, każdego dnia dostarcza dawkę niepokoju, ogranicza "normalne życie" i wpływa negatywnie na zdrowie psychiczne.

KET

Poziom tegorocznego egzaminu był różnie oceniany przez zdających. Część odpowiadających ocenia go jako umiarkowany/ średni, inni wskazują, że pytania sprawdzały wiedzę, którą powinien posiadać każdy absolwent. Osobiście jestem skłonna zgodzić się z tym stwierdzeniem, jak również z tym, że pytania w większości były dopracowane i podobne do zadań sprawdzanych na LEK-u. Część zadań była dużo bardziej przystępna, niż proponowane w bazie CEM. Oczywiście zdarzyły się zagadnienia, które zdających zaskoczyły, wydały im się niekonkretne, niedopracowane, źle sformułowane. Najpewniej to wpłynęło na odsetek zgłaszanych zastrzeżeń do pytań, który osiągnął prawie 45%. Wielu respondentów wskazywało różnice w poziomie pytań pomiędzy turami, ale trudno nam to ocenić - jest to bardzo subiektywne i nie będziemy się pochylać nad tymi wnioskami. Jako najprostsze wskazywano pytania z medycyny rodzinnej i psychiatrii, najtrudniejsze zaś z chorób wewnętrznych i pediatrii. 

Jest kilka kwestii, którymi podchodzący do KET-u byli oburzeni. Przede wszystkim podzielenie zdających na 3 tury - cel egzaminu, którym powinna być standaryzacja i unifikacja poziomu wiedzy studentów, został po prostu przekreślony. Zdaniem większości, egzamin końcowy powinien być jednolity, tak jak LEK, by nie dochodziło do sytuacji doszukiwania się różnic poziomu pytań pomiędzy poszczególnymi, gdybania kto miał lepiej, kto miał gorzej. Jeśli chodzi o perspektywę organizowania egzaminu w przyszłości -  większość ankietowanych uważa, że nie ma on żadnego sensu. Przez cały rok mierzyliśmy się z egzaminami przedmiotowymi, a na “deser” Uczelnia serwuje ogromny stres, podważając niejako kompetencje egzaminatorów, którzy oceniali pozytywnie naszą wiedzę. Jest to absurdalne, tym bardziej, że wśród osób egzaminujących są profesorowie będący dziekanami, kierownikami przedmiotów… Odnosi się więc wrażenie, że nikt nie liczy się z faktem, w jakiej kondycji fizycznej i psychicznej są studenci pod koniec studiów, ile włożyli sił w to, by dotrwać do końca. W uzasadnieniu swojego stanowiska wielu odpowiadających podkreśla, że nie zgadza się ze stanowiskiem Uczelni “KET poprawi wyniki na LEK-u”. 2-3  tygodnie na gruntowne powtórki oraz opanowanie bazy pytań CEM to zdecydowanie za mało. Uczelnia, chcąc poprawić wyniki i stan wiedzy studentów, powinna skupić się na jakości kształcenia. Niestety wymaganie rozwiązywania absurdalnych, oderwanych od rzeczywistości klinicznej pytań testowych jest całkowicie pozbawione sensu. Czy lekarzowi w praktyce zawodowej potrzebna będzie wiedza, z którego listka zarodkowego, rozwija się poszczególny narząd? (takie pytanie na KET-cie się pojawiło). Ponadto wielokrotnie powtarzaliśmy, że nie można stawiać tego egzaminu jako fundamentu do uzyskania świetnego wyniku we wrześniu, skoro literatura obowiązująca do tych egzaminów się nie pokrywa. Pojedyncze osoby wypowiedziały się, że KET jest potrzebny, ale tylko w racjonalnej i ujednoliconej formie, kiedy pytania są odpowiednio opracowane i nie wybiegają poziomem poza wiedzę wymaganą do LEK-u.

Niniejszy artykuł stanowi podsumowanie wrażeń i obiekcji absolwentów Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, którzy kończyli swoją edukację tytułowym egzaminem. Większość z nich twierdzi, że KET będzie kojarzył im się tylko z niepotrzebnym stresem i ogromnym wysiłkiem, który otrzymali pomimo zdania wszystkich egzaminów przedmiotowych. Jest to nieco niesprawiedliwe patrząc na studentów innych uczelni, czy innych kierunków na Uniwersytecie - zastanawia fakt, dlaczego taki egzamin nie dotyczy studentów English Division czy stomatologii? Zdecydowanie lepszym pomysłem byłby Progress Test, który organizowany od początku zajęć klinicznych, mógłby uświadamiać studenta co do posiadanej wiedzy, czy zaległości do nadrobienia. Pomimo dość przystępnych pytań w tym roku, cały czas mamy w pamięci zamieszania w ubiegłych latach. I nie mamy pewności, czy takie sytuacje nie powtórzą się w kolejnych. Podsumowaniem mogą być słowa jednego z naszych kolegów: “Współczuję wszystkim, którzy jeszcze muszą to zdawać”

Zaloguj się

lub
Logujesz się na komputerze służbowym?
Nie masz konta? Zarejestruj się
Ten serwis jest chroniony przez reCAPTCHA oraz Google (Polityka prywatności oraz Regulamin reCAPTCHA).