Po godzinach – część druga wywiadu z Katarzyną Bereniką Miszczuk

Zapisuję
Zapisz
Zapisane

- Jesienią na Netflixie będzie miał premierę serial “Otwórz oczy” na postawie Pani powieści “Druga szansa”. Jakie to uczucie, oczekiwać na ekranizację swojej książki? Co przeważa – stres czy ekscytacja?

Zdecydowanie ekscytacja. Oczywiście trochę boję się, jak to wszystko wyjdzie. Jednak podekscytowanie wygrywa. Za serial odpowiada Netflix, to będzie ogólnoświatowa premiera w 160 krajach. Pierwszy raz do treści z tej książki będą mieli dostęp odbiorcy poza Polską – “Druga szansa” jeszcze nie została przetłumaczona oraz wydana za granicą. Pandemia trochę wszystko opóźniła, przesunął się termin zdjęć do produkcji, ale niezmiennie nie mogę się jej doczekać.

- Ale świat filmu nie jest Pani obcy – była Pani współscenarzystką serialu “Znaki” stacji AXN.

Tutaj mogę uśmiechnąć się do mojego kolegi (publikujemy w tym samym wydawnictwie) Wojtka Miłoszewskiego – produkcja potrzebowała scenarzysty, a on polecił mnie osobom odpowiedzialnym za ten serial. Producentom spodobały się moje powieści i tak dołączyłam do zespołu scenarzystów. Fajnie wspominam czas przy pracy nad serialem – byłam wtedy w ciąży, jeździliśmy na grupowe spotkania scenarzystów, godzinami dyskutowaliśmy o bohaterach. Cieszę się, że udało mi się wprowadzić trochę słowiańszczyzny do serialu. Był to mój debiut jako scenarzystki, zatem mogłam liczyć na pomoc produkcji – analogicznie do procesu redakcji przy powstawaniu książek. Pisanie scenariuszy bardzo się różni od pisania powieści – w serialu nie trzeba budować tła, widz widzi wszystko, co na ekranie, najważniejszy jest dialog, jego odpowiednia konstrukcja.

- Wspomniała Pani o redakcji. Czy na początku, przy Pani pierwszych książkach, zmienianie pierwowzoru tekstu było trudnym doświadczeniem? Pisarz jest przecież bardzo związany emocjonalnie z tym, co tworzy.

Na początku był to szok, ponieważ moja pierwsza powieść po redakcji wyglądała jak jedno z dyktand w podstawówce. Poza tym, często przestawiałam litery w słowach – mam dysleksję. Redakcja moich pierwszych książek była więc dość brutalnym procesem, ale doceniam to, bo dzięki niej wiele się nauczyłam. Teraz, po latach, z każdą kolejną książką, tych poprawek jest o wiele mniej, dysleksja praktycznie gdzieś zniknęła. Jestem bardzo wdzięczna moim redaktorom, że umożliwili mi budowanie pisarskiego warsztatu. Według mnie w powstawaniu książki, 80% stanowi warsztat, 20% to chwytliwy pomysł.

- Jak pisarz może kształtować swój warsztat, oprócz procesu redakcji książek? Jak to jest w Pani przypadku?

Cały czas staram się bardzo dużo czytać. Uważam, że każdy pisarz powinien tak robić, to poszerzenie swoich horyzontów chociażby o inne sposoby narracji. Cały czas też piszę. Praktycznie codziennie (teraz, co prawda, nie udaje mi się codziennie, mam małe dziecko, a nauka do PES również to uniemożliwiała). Widzę, że gdy mam dłuższą przerwę od czytania i pisania, to mój język staje się uboższy.

- A jak pandemia wpływa na pisarza? Książki powstają w domowym zaciszu, więc ich tworzenia nie utrudnia lockdown, ale chyba trudno, by takie wydarzenie jak pandemia nie odcisnęło piętna na życiu pisarza? 

Na pisanie samo w sobie nie wpływa w ogóle, ale lockdown utrudnia znacznie kontakt z czytelnikiem. Nie ma spotkań autorskich, konwentów fantasy. Są oczywiście spotkania online, ale one nie pozwalają aż tak na budowanie relacji. To jest takie mówienie do lusterka. Nie widzimy słuchaczy, tylko siebie i prowadzącego spotkanie. W czasie pandemii spadła sprzedaż książek, ale, co ciekawe, wzrosła sprzedaż ebooków i audiobooków. Cieszę się, bo do tej pory były to formy niedoceniane.

bml lifestyle, katarzyna berenika miszczuk, druga szansa, otworz oczy
Katarzyna Berenika Miszczuk, wyk. Wojtek Biały

- Pandemia COVID-19 może być literacką inspiracją?

W jakimś sensie pandemia pośrednio już znalazła się w fabule mojej książki – w 4 tomie serii diabelsko-anielskiej pt. “Ja, ocalona”. Osobnej książki na pewno o pandemii nie napiszę, ale ogólnie tematy post-apokaliptyczne w moich powieściach się pojawiały i jeszcze się pojawią.

- A jakie są Pani ulubione książki? Co czyta lekarka i pisarka?

Jeszcze zanim zaczęła się pandemia, czytałam cykl postapokaliptczny “Metro” Dmitrija Glukhovsky’ego. Jeśli chodzi o ulubionych autorów, to cenię sobie Koontza, który pisze powieści kryminalne i horrory. Jest jak stary dobry zespół rockowy. Ma swój styl, może powtarzalny, ale nadal należy mu się podziw za literacką płodność. Również podziwiam J.K. Rowling – to moja fascynacja z dzieciństwa. Mam wielki sentyment do wykreowanego przez nią świata czarodziejów. Moją ostatnią guilty pleasure są książki Sarah J. Maas.

- Najważniejsza książka w Pani życiu to…

“Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa. Zafascynowałam się nią w 3 klasie liceum. Nie była ona dla mnie lekturą obowiązkową, ale bardzo ciekawił mnie zawarty w niej wątek diabelski. Wybrałam nawet związany z nią temat ustnej matury z języka polskiego. Za każdym razem, gdy czytam tę książkę, znajduję w niej coś nowego, świeżego. Gdyby nie “Mistrz i Małgorzata”, nie napisałabym “Ja, diablica” – książki, która była przełomem w mojej przygodzie z pisaniem. Gdyby nie “Ja, diablica”, odłożyłabym pewnie pisanie do szuflady – powieść powstała, gdy byłam na trzecim roku studiów medycznych, akurat się zakochałam. Można powiedzieć, że miałam wtedy dużo na głowie. A tu nagle “Ja, diablica” została przyjęta, odniosła bardzo duży sukces, stała się niejako moją przepustką do pisarskiego świata.

- A czy pośród własnych książek ma Pani jakąś ulubioną?

“Ja, diablica”, a dokładniej mówiąc całą serię diabelsko-anielską. Jak już wspomniałam, pisałam ją, gdy byłam zakochana. Dużo dałam głównej bohaterce z siebie – oczywiście, to nie jest projekcja jeden do jednego, ale ma chyba największy procent mnie ze wszystkich wymyślonych przeze mnie postaci.

- Ile daje Pani z siebie swoim bohaterkom i bohaterom?

Każda postać ma w sobie jakąś cząstkę mnie. To fikcja i wymyśleni bohaterowie, ale każdemu coś z siebie przemycam. Na przykład Gosława Brzózka z cyklu “Kwiat paproci” ma moją hipochondrię, ale skrajnie wyolbrzymioną. A z kolei Jaga, jej mentorka, to kobieta, którą sama kiedyś bym się chciała stać. Przedsiębiorczą i mądrą osobą, mającą za sobą i dobre, i trudne chwile, która mimo wszystko nigdy się nie poddała.

- Czy Pani współpracownicy w przychodni wiedzą o pani pisarskim zacięciu?

Wspaniałe panie pielęgniarki z przychodni, w której pracuję, przychodzą na moje spotkania autorskie, czytają wszystkie moje nowe książki. Nie jest to tak, że chodzę i wszystkim rozpowiadam, czym zajmuję się po godzinach pracy w zawodzie lekarza. Nie wstydzę się pisania, ale też się nim nie przechwalam.

- Pasja kontra medycyna. Jak pogodzić pracę lekarza z pisarstwem jak znaleźć czas na obie rzeczy, skoro doba ma jedynie 24 h? A może to wcale nie jest problemem?

Wybrałam specjalizację z medycyny rodzinnej, która ma tę specyfikę, że trochę łatwiej pracę w niej dostosować do siebie. Znaleźć czas na drugą aktywność. Ten wybór był trochę przypadkowy. Początkowo myślałam o innej specjalizacji, nazwijmy to szpitalnej, ale już podczas stażu kilka osób zmieniło mój punkt widzenia. Naszły mnie wątpliwości, czy to na pewno dobra droga. Dodatkowo podchodziłam do rekrutacji na rezydentury wiosną, gdy ilość miejsc i rodzajów specjalizacji też bywa znacznie mniejsza. Na specjalizację, o której myślałam przez większość studiów, nie było ani jednego miejsca w całym województwie. Stanęło więc na medycynie rodzinnej. Lubię pracę z ludźmi, rozmowy z pacjentami. Nie ma tu dyżurów ani pracy weekendowej, więc można znaleźć czas na pisanie. Teraz po latach mogę stwierdzić, że to było zrządzenie losu.

- Czy to kiedykolwiek był wybór – pasja czy medycyna? Konkretna sytuacja, kiedy zaczęła się Pani nad tym zastanawiać?

Do tej pory nie było takiego punktu, w którym musiałabym wybrać. Jednak nauka do PES-u, zwłaszcza w ostatniej sesji – ciągła sinusoida, naprzemienne odwoływanie i przywracanie części ustnej egzaminu, trochę osłabiła mój zapał do kontynuowania pracy w zawodzie lekarza. Traktowanie trzydziestoparoletnich ludzi jak dzieci jest zniechęcające. Tak samo irytujący był egzamin ustny – nie rozumiem jaki sens ma odpowiedź na 3 pytania, skoro wiedzę właśnie zweryfikował trudny test złożony z dwustu pytań. Cieszę się, że jestem teraz na urlopie wychowawczym, mam jeszcze czas ochłonąć, zanim wrócę do pracy. 

- Skąd się wzięła w Pani życiu medycyna? Od kiedy chciała Pani zostać lekarzem? Czy to była długa, od dawna planowana droga, a może zagrał przypadek?

Od dziecka wiedziałam, że chcę zostać lekarzem. Byłam bardzo chorowita, często leżałam w szpitalu. Chciałam być po tej drugiej stronie, nie po stronie pacjenta – wydawało mi się wówczas, że jeśli będę lekarzem to przestanę chorować! W szkole lubiłam biologię, ten wybór kariery wydawał się być więc dość prosty. Przez chwilę rozważałam też polonistykę – ale moja mama, nauczycielka geografii, skutecznie mi ten pomysł wybiła z głowy.

- Czy pacjenci wiedzą, że jest Pani pisarką? Zdarza się, że czytają Pani książki?

W jakimś sensie pracuję incognito – w przychodni jestem znana pod nazwiskiem męża, które przyjęłam po ślubie, a książki nadal wydaję pod nazwiskiem panieńskim. Dwa razy zdarzyło się, że zostałam rozpoznana – to były dwie młode pacjentki, było bardzo śmiesznie i miło. Nie chciałabym jednak, żeby pacjenci widzieli we mnie pisarkę, bo to zaburza relację lekarz-pacjent, deformuje komunikację z pacjentem.

- Czy pisanie jest remedium na stres w pracy lekarza, odskocznią od życia codziennego? A może w tworzeniu książek chodzi o coś zupełnie innego?

Pisanie od zawsze było moim hobby i wielką przyjemnością. Teraz, właściwie od 3 lat, stało się również pełnoprawnym zawodem, któremu należałoby poświęcić więcej czasu. Pisanie i medycyna to dwa odrębne światy, one się nie przenikają. Nie ukrywam, że teraz, po PES, szala zwycięstwa powoli zaczyna przechylać się na życie z pisania.

- Jakie ma Pani plany na przyszłość związane z pisaniem?

Na jesieni ukaże się mój debiut jako autorki książek dla dzieci – historia należąca do uniwersum Kwiatu Paproci, opowieść związana ze słowiańską mitologią. Książka przeznaczona będzie dla dzieci w wieku 8-12 lat. Bardzo się jej premierą stresuję, bo nigdy przedtem nie pisałam dla młodego czytelnika, a to znacznie bardziej wymagający odbiorca niż dorosły. Niedługo powstanie też dalszy tom przygód szeptuchy Jagi.

Część pierwsza wywiadu z Katarzyną Bereniką Miszczuk – do przeczytania tutaj.

po-godzinach

Dołącz do dyskusji

Polecane artykuły